Kto powiedział, że na półce z książkami nie może siedzieć ich czytelniczka? Ta wdzięczna laleczka została uszyta z myślą o tym, by właśnie tam zagościć. Jej wiosenna, kwiecista sukienka przypomina, że w ciepłe dni dobrze wybrać się z naszą lekturą w plener. A co czyta sama Molly?
Bardzo lubi baśń o "Księżniczce na ziarnku grochu".
Taka oto poduszeczka-kolędniczka gościła na moim parapecie przez cały świąteczny okres. Swoją czerwoną czapeczką i polarowym szalikiem podkreślała kolory doniczkowej Gwiazdy Betlejemskiej, która, choć wzięta po promocji w pewnym markecie budowlanym, ciągle kwitnie pięknie i uparcie. Natomiast nasza Kolędniczka, na potrzeby sesji zdjęciowej, opuściła na chwilę miejsce na parapecie i wybrała się do lasu zobaczyć jak wygląda prawdziwy śnieg z bardzo bliska. Nie wiem czy tylko ja mam takie wrażenie, ale patrząc na poniższe zdjęcia, to usta Kolędniczki ułożone w rozciągnięte "o" w skutek nieustannego śpiewania kolęd, zdają się na nich przedstawiać słodkie i radosne "o" podziwu dla piękna zimy :)
Uszyłam dla pewnego dwuletniego Aniołeczka wesołą myszkę, ale jak się okazało to nie mysz ale owieczka, co się zwie Barankiem. No cóż, ja już dobrych parę lat temu przestałam być zabawkowym ekspertem, więc nie mogę się spierać z nową, dwuletnią właścicielką myszki-owieczki. :)
Była już Romantyczna Kornelia oraz Kuchenna Matylda, była też Jesienna Martynka, a teraz czas na Radosną Alicję. Imię dla tej lalki wymyśliła jej nowa, 3-letnia właścicielka. Uszyłam ją jako prezent urodzinowy i strasznie się cieszę, że spodobała się solenizantce. Szycie lalek to dla mnie wciąż niezwykłe przeżycie. Może dlatego, że pomimo upływu lat, pozostaję wierną fanką książek w typie "Małej Księżniczki" i "Ani z Zielonego Wzgórza".... :)
Drodzy czytelnicy życzę wam udanego Sylwestra i Szczęśliwego Nowego roku! Mam nadzieję, że tak jak ja, będziecie spędzać ten wieczór w bardzo miłym towarzystwie. Niech w 2013 roku otaczający was ludzie będą przepełnieni dobrocią i życzliwością i niech ten Nowy Rok zacznie się właśnie wśród takich osób! Do zobaczenia w 2013 :) A na dokładkę Panna Szczur, którą szyłam dzień przed Wigilią na prezent dla pewnej wielbicielki tych stworzonek. Swoją drogą można by i do niej dorobić symbolikę bożonarodzeniową. Szczur bowiem kojarzy się jako jedno z paskudniejszych w świecie zwierząt i gdyby to odnieść do świata ludzi, to mógłby symbolizować np. kogoś przez nas nie lubianego. A skoro Bóg stał się Człowiekiem to pokazał tym samym, że wszyscy ludzie są wartościowi i wszystkim należy się odpowiednio wyrażane miłość i szacunek.
Zostałam poproszona o uszycie ratownika medycznego. Gdyby nie pani Bogusia, która pomogła mi uszyć kurteczkę, pewnie niewiele by z tego wyszło. A dzięki niej oto jest - świąteczny ratownik medyczny! (DZIĘKUJĘ!) Myślę, że z powodzeniem mógłby stać się bożonarodzeniową dekoracją i zasiąść koło czerwononosych reniferów i tym podobnych. W przeciwieństwie do nich on jednak mógłby coś symbolizować - bo przecież Dzieciątko narodziło się na ratunek dla świata, a to ratownik! To co, wprowadzamy nową tradycję? ;)
Sesja zdjęciowa autorstwa mojego ukochanego - to było jeszcze przed Świętami i czasu mi brakowało...
Ratownik miał być prezentem dla pewnego chłopaka, który ratownictwo medyczne bardzo podziwia i lubi - mam nadzieję, że mu się spodobał.
A jak tam wasze prezenty? Ja sobie wczoraj zrobiłam aromatyczną kąpiel ze wszystkimi pachnidełkami, które dostałam, a dzisiaj cały ranek słuchałam najnowszej płyty Bruno Marsa.
Gdy zobaczyłam, że ma on piosenkę zatytułowaną moim imieniem to strasznie się ucieszyłam. Szkoda, że nie widzieliście mojej miny, kiedy znalazłam sobie tekst w internecie i dokładnie się w nią słuchałam! Liczyłam na coś bardzo romantycznego - jakąś piosenkę o nieszczęśliwej miłości, a tymczasem Mars śpiewa, że Natalie go wykorzystała, okradła, uciekła w siną dal i teraz on ją ściga, a jak ją dopadnie to lepiej nie mówić co z nią zrobi... Tak sobie myślę, że może Bruno ma za sobą jakieś złe doświadczenia. Na pierwszej płycie śpiewał przecież, że kocha ją taką właśnie jaką jest,w piosence do "Zmierzchu", że jeśli odejdzie to cały czas będzie padać, no a teraz... Specjalnie sprawdziłam i wszystkie te teksty są napisane przy jego udziale i jest on wymieniany na pierwszym miejscu. Jeżeli macie ochotę, to sami posłuchajcie:
A was spotkały jakieś zabawne czy ciekawe przygody z prezentami?
Zostałam poproszona o laleczkę dla świeżo upieczonej mamy. Ubrałam ją grubo - w jesienny płaszczyk, rękawiczki i ciepłe skarpetki z pomponami, bo w końcu mamy jesień. Przyznam, że płaszczyk uszyłam za namową mojego ukochanego - nie wiem, co by z moim tworzeniem było, gdyby nie on - nieustannie mnie bowiem wspiera i dopinguje oraz podwyższa mi poprzeczkę. Chociaż przyznaję, że pomysł, aby płaszczyk uszyć z dwóch warstw polaru i flizeliny (pomiędzy nimi) był mój i stanowił nie lada wyzwanie dla sędziwego Łucznika. Włoski po raz pierwszy zrobiłam z czesanki z merynosa, przyznam, że zainspirowała mnie laleczka od MOLLIKA. Efekt końcowy uchwycony na mnóstwie zdjęć - zobaczcie i oceńcie sami :)
Skarpeteczki z pomponikami tej uroczej anielinki chcę zgłosić na wyzwanie w art-piaskownicy. Myślę, że są dość znacznym elementem dodającym lalce humoru i idealnie się nadają to tego wyzwania:
... na dobry weekend. Mam nadzieję, że panna króliczka i piesek w łatki przyniosą wam odrobinę uśmiechu :). Figurki powstały już jakiś czas temu na tę loterię.
To już druga tildowa anielica, która powstała w Lawendowej Kuźni. Tym razem miał to być urodzinowy prezent pasujący do pewnej kuchni. Dlatego Matylda dostała fartuszek i czepek na głowę. Fartuszek można jej ściągnąć i po ciężkiej pracy siąść razem przy popołudniowej herbatce.