Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinarnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kulinarnie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 lipca 2016

Malinkowe Muesli

Hello! Jak tam Wasze wakacyjne nastroje? Mam dla was coś, co z pewnością je podsyci! Zapraszam do Lawendowej Kuchni...



Do przygotowanie iście wakacyjnego śniadania będą potrzebne:

  • świeże owoce (ja użyłam malin, borówek, jagód i nektarynki)
  • ulubione muesli (u mnie było to tropikalne)
  • ulubiony jogurt (użyłam dwóch małych kubeczków jagodowej bakomy na dwie miseczki owocowego przysmaku)
  • kolorowa posypka do ciast (opcjonalnie - just for fun :D)

Teraz tylko kładziemy partiami: muesli, owoce, jogurt i znowu; muesli, owoce, jogurt. Na ostatnią warstwę jogurtu układamy finezyjnie jeszcze kilka owocków, a wokół brzegu miseczki wbijamy plasterki nektarynki. Dla koloru i figlarności można całość udekorować posypką do ciast. Przepis może i ameryki nie odkrywa, ale z pewnością cieszy oczy i kubki smakowe :) Pamiętajcie tylko, że podajemy go koniecznie w przeźroczystych miseczkach!


Pozdrawiam, polecam, a zdjęcie mojego przysmaku zgłaszam na FotoGRĘ do Art-Piaskownicy :)


taia from lavender forge

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Domek z Piernika

W tym roku w końcu nam się udało stworzyć pierniczkowy domek! Całkowicie jadalny! Nie dałabym rady, gdyby nie pomoc i cierpliwość mojego narzeczonego. Był moment, że domek nam się rozpadł i chyba oboje powątpiewaliśmy w to, że nam się uda. Ale oto i jest - domek z piernika :) Mam nadzieję, że zdjęcia oddają nie tylko jego puchato-kanciaty urok, ale i pyszny smak i zapach :D







Cieplutkie pozdrowienia! Cieszę się, że ciągle jesteście :)

taia from lavender forge

wtorek, 13 sierpnia 2013

Sushi na odstresowanie :)

Nazbierało się w Lawendowej Kuźni trochę kurzu, jakieś koty po kątach się wałęsają, miechy zaczynają rdzewieć, oj, niedobrze, że tak to miejsce zaniedbałam. Ale obiecuje poprawę! Na początek hand made nieco inny - CAŁKOWICIE JADALNY! Czyli sushi zrobione przez mojego narzeczonego :) A żeby w klimacie pozostać - dorzucam mój orientalny wisiorek zrobiony podczas nocnej szaleńczej twórczości, bez ładu i składu, który okazał się idealnym dodatkiem do letnich, delikatnych bluzeczek.






Ślę wam pozdrowienia o zapachu świeżej trawy po letniej ulewie:)
taia from lavender forge

piątek, 16 marca 2012

Wiatr we włosach, wiosna w uszach

Przyglądając się niedawno moim kolczykom doszłam do wniosku, że potrzebuję czegoś nowego, kolorowego, wiosennego - jednym słowem: czas na stworzenie wiosennej kolekcji. Postanowiłam tym razem spróbować z techniką millefiori, tym bardziej, że zakupiłam niedawno transparentną Fimo w kolorze białym i fioletowym. Na początku wydawało mi się, że millefiori jest raczej żmudne i nudnawe, ale gdy sama spróbowałam to całkowicie zmieniłam zdanie. Zabawa w tworzenie kolorowych wałeczków, a następnie wykorzystywanie tych figlarnych pastylek do lepienia koralików, motylków, a nawet sówek, sprawiła mi wiele radości i przyniosła miłe chwile relaksu. Na pewno będę jeszcze eksperymentować z tą techniką! :)

When I looked at my earing collection I realized that I need a new one. More colourful, more spring! I decided to try with millefiori technique. At the beginning I tought it would be borring for me, but I was wrong. Millefiori is very calm and relaxing. It gave me new possibilities. I made beads, butterflies and owls - everything in optymistic springs colours. This is the beginning of my Spring Collection. Check it out!











Ponieważ ostatnio u mnie nie tylko wiatr we włosach i wiosna w uszach, ale jeszcze katar w nosie, to kuruję kolorami nie tylko oczy ale i podniebienie. Zapraszam i was do sporządzenia wiosennej sałatki! :)
Potrzebne będą:
2 pomidory
1 nieduży ogórek zielony
2 garście zielonych oliwek
2 małe czerwone cebulki
1 Fresh mix sałatkowy z marchewką
ok. 150g sera Feta
Teraz wszystko kroimy (jeżeli ktoś ma delikatny żołądek to radzę obrać pomidory i ogórka ze skórki), wrzucamy do miski, mieszamy i zajadamy ze smakiem. Nie potrzeba żadnych sosów, bo warzywa, ser i oliwki same go utworzą. Dodawanie jakiś przypraw też odradzam, gdyż feta i oliwki są dość słone :)
Smacznego!
Nie zapomnijcie tylko podzielić się z waszymi przyjaciółmi ;)

Because I caught a cold I try colourful treatment for my eyes and palate. I encourage you to do the same and make spring salad!
You will need:
2 tomatos
1 quite small cucumber
2 handful of green olives
2 small red onions
1 Fresh mix salad with carrots
about 150g Feta cheese
All ingredients should be choped and mixed together (if you have gentle stomach it will be better if you peel cucumber and tomatos). You don't need any sauce or spices, because of olives and feta.
Good appetite!
Dont' forget share salad with your little friends ;)



Pozdrawiam ciepło i dziękuję za wszystkie słowa wsparcia z pod poprzedniego posta! 
taia from lavender forge

wtorek, 19 lipca 2011

Przepis na czekoladowo-wiśniowe mufinki

Oryginalny przepis znajduje się tu: http://www.mojegotowanie.pl/przepisy/desery/proste_muffinki , ale ja postanowiłam go trochę zmodernizować ( z przepysznym skutkiem :P ), więc dziele się z wami moimi mufinkami! Starałam się napisać wszystko tak, by nawet ktoś, kto wcześniej nie piekł mógł sobie poradzić. Przepis ten jest bardzo prosty i szybki - nie potrzeba żadnego robota kuchennego, ani nawet miksera. Wystarczy rondelek, miska oraz forma do mufinek i sprawny piekarnik. No to zaczynamy :)

Składniki:
pół "Kasi" lub innej margaryny
jogurt wiśniowy 150 gram (najlepiej taki z kawałkami owoców:) )
100 gram zwykłego, naturalnego jogurtu
2 jajka
1 płaska łyżeczka sody oczyszczonej (może być proszek, użyłam sody, bo proszek się skończył :P )
1,5 szklanki mąki
3/5 szklanki cukru
aromat pomarańczowy
kopiasta łyżka kakao (czyli jak dwie płaskie łyżki)
gorzka czekolada, około 4/5 tabliczki (zostają mi zawsze dwa rządki kostek, a resztę dodaje do mufinek:) )


Produkcja :)
Najpierw najlepiej jest wyjąć jajka i jogurty z lodówki oraz stopić w rondelku margarynę. Zaraz jak się roztopi należy odstawić rondelek do przestygnięcia. Teraz musimy wymieszać suche składniki: mąkę, cukier, sodę, kakao oraz pokrojoną w kosteczkę czekoladę (mogą to być wyraźne kawałeczki, a nie delikatne czekoladowe wiórki, gdyż z kawałeczków czekolady powstanie po upieczeniu smakowity mus, który będzie porozrzucany po naszych mufinkach - pychota!). Polecam widelec o długich ząbkach jako mieszadełko do suchych składników. Dobrze jest też wrzucić do miski najpierw mąkę, następnie cukier i resztę składników (jednym słowem cięższe na górze, bo to ułatwia wymieszanie). Pora sprawdzić jak tam się ma nasza roztopiona margaryna. Jeżeli jej temperatura nie przekracza pokojowej wlewamy do niej trochę aromatu, jogurty oraz wbijamy jajka (polecam taką kolejność, bo jogurt dodatkowo schłodzi jeszcze margarynę i jajkom się na pewno nic nie stanie - jak pamiętam z biologii to białko ścina się przy temperaturze 42 st. C :P ). Teraz mieszamy mokre składniki. Nie potrzebujemy miksera - wystarczy trzepaczka. Następnie trzeba połączyć suche składniki z mokrymi. Polecam suche (czyli mąkę zmieszaną  z cukrem itd.) wrzucić do mokrych, bo zawsze nam trochę masy zostanie w misce, a przy tym cieście mokre składniki są na wagę złota, zresztą zaraz się sami o tym przekonacie. Po wsypaniu suchych najlepiej jest wszystko mieszać łyżką. Masa będzie dość gęsta. Trzeba tyle razy zamieszać by nie widzieć już suchej mąki. Tak jak przy każdym cieście na mufinki nie wolno mieszać za długo. Dobrze jest też wpuszczać podczas mieszania pęcherzyki powietrza do ciasta (zresztą same się tam znajdą, nie da się tak mieszać, żeby się to nie stało - no chyba, że się będzie głaskać to ciasto czy coś;) ). Teraz już tylko forma do mufinek, przekładamy porcje ciasta dwoma łyżkami i wkładamy do pieca. Zwykle w przepisach podaje się, że formę należy wypełnić do 3/4 wysokości, ale jeżeli tak jak ja posiadacie formę z Ikei, to radzę nałożyć więcej ciasta, tak do 4/5. Naprawdę lepiej dać go prawie pod samą górę, bo w przeciwnym razie zamiast babeczek wyjdą słupki :P Forma z Ikei jest strasznie wysoka i jakoś nie ma w niej miejsca na mufinkowe zaokrąglenia. Jak dacie więcej ciasta, to ono wyjdzie z formy i się zaokrąglenie zrobi, dlatego polecam ten sposób. Efekt widać na zdjęciu - jest zaokrąglenie :) Co do temperatury i czasu pieczenia. Jeżeli pieczecie na termoobiegu to ustawcie jakieś 170 st. C, a bez niego 180 st. C (chyba jakoś tak się to przelicza). Czas to jakieś 20 minut plus 3 do 5 minut leżakowania przy wyłączonym piekarniku. Z ciemnym ciastem jest ten  problem, że nie widać czy już jest upieczone, czy spalone, czy jeszcze nie wiadomo co. Skąd będzie wiadomo, że babeczki się już upiekły? Po prostu wyjdą z foremek i na ich powierzchni zrobi się skorupka, która następnie dość mocno się zarumieni (czego nie będzie widać na ciemnym cieście :P). Przyznam, że moje mufinki się trochę przypaliły, ale i tak wszystkie zniknęły. Te na zdjęciu to dwie ostatnie (nie licząc tych, które powędrowały do mojego ukochanego). Dobrze upieczone mufinki nie będą się zbyt mocno trzymać papilotek i będzie je można bez zbędnych nerwów odwijać, zjadać, oblizywać paluszki i sięgać po następną :)

Smacznego wszystkim :) ja tymczasem rano wyruszam na pielgrzymi szlak :)
taia from lavender forge
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...