Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zawieszki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zawieszki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 15 czerwca 2013

Długie życie pewnej babeczki

Witajcie kochani! Wiem, że trochę mnie tutaj nie było, ale zaraz po zaręczynowych przeżyciach wpadłam w wir egzaminów i innych atrakcji związanych z tym, że wraz z narzeczonym właśnie kończymy studia. Dziękuję wam za miłe słowa, za życzenia, za to, że mogłam się swoją radością podzielić z wami! Dziękuję, dziękuję, dziękuję! :D

Mimo mnóstwa zajęć udało mi się znaleźć trochę czasu na lepienie i postanowiłam, wiedziona po-zaręczynową energią, spróbować poeksperymentować. Chciałam zrobić wzór babeczki przy użyciu metody millefiori, ale troszeczkę mi nie wyszło. Kiedy próbuje się zrobić jakiś obrazek w formie wałeczka, to bardzo ważne jest tło, które stanowi rusztowanie dla całego wzoru. Ja troszeczkę źle je poukładałam i wzór porozjeżdżał się w różne strony. Uznałam jednak, że i tak wyszedł ciekawie. Zrobiłam więc kolczyki z jego wykorzystaniem, a następnie wałeczek zredukowałam i posklejałam kilka jego kawałeczków ze sobą, tak, że wyszedł kolejny ciekawy efekt. Resztki wałeczka natomiast wykorzystałam do stworzenia kwiatuszków (ostatnie dwa zdjęcia). Każdy z płatków składa się z czterech babeczek! Jak wiecie - u mnie nic zmarnować się nie może!





Pozdrawiam cieplutko!
taia from lavender forge

niedziela, 14 kwietnia 2013

Jajko z niespodzianką (a konkretnie wydmuszka)

W tym roku postanowiłam oblepić wielkanocną pisankę dla ukochanego plasterkami z FIMO. Wpisuje się to w królującą ostatnio w Lawendowej Kuźni technikę millefiori. Niestety wydmuszka okazała się zbyt krucha i pod koniec obklejania pękła mi w rękach. Przez chwilę tylko załamałam się i chciałam ze smutkiem to wszystko rzucić w kąt, ale zaraz wpadłam na pewien pomysł. I tak oto z rozbitej wydmuszki wychodzi pisklaczek. Bo czasami jak coś się w życiu popsuje, to po to, żeby się jeszcze ładniej mogło naprawić :). Spróbowałam potem ulepić jeszcze drugą pisankę; ta też pękła, ale już nie tak bardzo, więc zostawiłam ją w całości.



Ze skrawków jakie mi zostały ulepiłam koraliki, które użyłam później do zrobienia zakładek - drobnych upominków "na zajączka". Musicie wiedzieć, że jestem zwolenniczką tezy, iż nie ma czegoś takiego jak zmarnowana FIMO, ale o tym więcej napiszę w następnym poście :)


Pozdrawiam cieplutko i wiosennie, życząc wszystkim miłej niedzieli!
taia from lavender forge

sobota, 22 grudnia 2012

Taka mała katastrofa

Koniec świata nie nastąpił, więc przedświąteczne sprzątanie mnie jednak nie ominie :). Przydarzyła mi się za to ostatnio mała katastrofa... Kupiłam jakiś czas temu na wypróbowanie FIMO Basic Air - modelinę schnącą na powietrzu. Ulepiłam z niej gwiazdki i serduszko, dwa aniołki i zwykłe kółeczka, żeby je później pomalować. Lepiło się przyjemnie, modelina nie wydawała jakiegoś szczególnego zapachu, a konsystencja przypominała trochę masę papierową od Astry. Cały problem pojawił się jednak podczas schnięcia. Położyłam wszystko pod kaloryferem i po pewnym czasie zobaczyłam, że przylepione elementy wcale się nie trzymają. Większość z nich odpadała po lekkim dotknięciu. Musiałam więc zmienić swoje plany i pozostawić gwiazdki płaskie - bez kuleczek na oczy i nosek oraz paseczków na brwi. Jakoś udało mi się poratować z tej nieprzyjemnej sytuacji, ale zawiodłam się trochę na firmie produkującej FIMO, gdyż ten produkt akurat średnio im wyszedł. Myślę, że mógłby się przydać osobą robiącym decoupage, gdyż można z niego powycinać różne kształty, a później je ozdobić. Jest lżejszy od np. masy solnej i łatwiej się go maluje. Na opakowaniu jest znaczek, że schnie w przeciągu 24h, ale gdy rozwinie się instrukcję (nie jest dostępna w j. polskim) to jest tam napisane, że masa potrzebuje nie raz kilku dni (w zależności od grubości). Moje gwiazdki i kółeczka wyschły w jakieś 2 dni. Jest tam także informacja, by masy nie wkładać do piekarnika, ani nie dawać na kaloryfer - nie sądzę jednak, żeby to była przyczyna poodpadania przylepionych elementów, gdyż moje prace leżały pod kaloryferem i nie był on nawet gorący - zaledwie letni. Według informacji w rozwijanej instrukcji ulepione przedmioty podczas suszenia kurczą się o jakieś 7%. Według mnie nie jest to zauważalne.
Ogólnie z efektu końcowego jestem zadowolona. Żałuję tylko, że nie wiedziałam o tym, że masa się nie sklei jeszcze przed lepieniem - od razu powycinałabym tylko różne kształty do pomalowania. Dość już jednak tego pisania - z całej tej katastrofy powstały takie kompleciki:






Kompleciki zamówiła ode mnie Megi - zapraszam na jej dwa bardzo ciekawe blogi :)
Pozdrawiam cieplutko i powodzenia w ostatnich przygotowaniach :)
taia from lavender forge

piątek, 19 października 2012

Dużo miłości...

... życzę wam na tę piękną jesień i obsypuje serduszkami - zawieszkami i broszkami :)
Dziękuję przy tym za wszystkie komentarze - dodają twórczych skrzydeł :)
A serduszka to jeszcze owoc loteryjnej twórczości, o której, jak już dobrze wiecie, mowa była tutaj.





Pozdrawiam cieplutko!
taia from lavender forge

poniedziałek, 16 lipca 2012

Bandzior na pogorzelisku

Pewnej upalnej dość jeszcze nocy próbowałam nowej techniki ( o której napiszę niebawem ) lepiąc z modeliny. Przy okazji ulepiłam także bandytę rodem z Dzikiego Zachodu, który najpierw miał być szeryfem ale potem gdzieś stracił odznakę. Nie miałam w planach go ulepić, ten nieokrzesany typ spod ciemnej gwiazdy sam się wprosił. Bawiłam się kulką z modeliny próbując ukształtować jakąś twarz, a gdy już powstała, to wiedziałam, że takie miny to stroją tylko prawdziwi kowboje. Przy okazji popróbowałam też trochę narzędzi od Ukochanego i poćwiczyłam lepienie naprawdę drobnych szczegółów (patrz np. rewolwer Bandyty :P ). Na koniec wszystko trafiło jak zawsze do pieca i... poszło z dymem. No, nie do końca, ale trochę się spaliło i tylko nasz Bandzior wyszedł z tego pogorzeliska obronną ręką, bo zyskał nowe, przydymione kolorki, które bardziej do niego pasują niż te poprzednie. Ach! Zapomniałam dodać, że Bandzior robi za zawieszkę do komórki, chociaż szczerze wam powiem, że trochę bym się bała go do niej przyczepiać, bo mógłby mi sam tę komórkę zachachmęcić :D. Powędrował w prezencie do mego Ukochanego, który jest prawdziwym wielkim fanem Clinta Eastwooda :) 


 



Co prawda mój Bandzior pali cygaro nosem, ale tak poza tym, to całkiem jestem z niego zadowolona.
A na koniec, zostając w klimacie Dzikiego Zachodu, zdjęcie naszej krówki :) No dobrze, psa nie krówki, ale czasami pewności nie mam, bo nasz Rocky bardzo uwielbia wysoką trawę - dosłownie  świruje jak w niej hasa!


Swoją drogą przypomina mi czasami Bzika, psa z Lucky Luka :)

źódło: http://www.weirdspace.dk/LuckyLuke/Graphics/Rantanplan.jpg

Pozdrawiam cieplutko!
taia from lavender forge

wtorek, 7 lutego 2012

Puchate Candy i Wielka Stopa

Witam wszystkich po dość długiej, nieplanowanej przerwie. Zapewne niektórzy z was myśleli, że te straszliwe mrozy, które nawiedziły nasz kraj, spowodowały zamarznięcie Lawendowej Kuźni. Nic bardziej mylnego! Piece są teraz rozżarzone dwa razy bardziej niż zwykle, z komina dmucha gęsty dym, a praca, choć czasowo istotnie była wstrzymana, teraz rozpoczyna się z o wiele większą intensywnością. Nowe pomysły, aż dudnią, bo domagają się realizacji... Uf, w takim razie zaczynajmy :)
Na pierwszy ogień idzie Człowiek Lodu, bowiem, moi drodzy, odkryłam, że Yeti istnieje! Nie jest co prawda monstrualną małpą, a niewielkim, bardzo obficie owłosionym krasnoludkiem, ale stopy istotnie ma potężne. Zresztą, sami oceńcie jaki to rozmiar :)




Żeby rozgrzać porządnie Lawendową Kuźnię zapraszam do wzięcia udziału w Puchatym Candy! Okazja jest potrójna, gdyż, po pierwsze to jest 100 post (!), po drugie trochę na przeprosiny, że tyle mnie nie było, po trzecie trochę walentynkowo, gdyż losowanie odbędzie się 14 lutego. Zasady te same, co zawsze: chęć udziału należy zgłosić w komentarzu pod tym postem i poinformować o Puchatym Candy na swoim blogu (najlepiej umieszczając tam banerek, który przygotowałam), a jeżeli ktoś nie posiada bloga i pragnie zostawić komentarz jako anonim, to proszę o pozostawienie jakichś namiarów na siebie, najlepiej adresu e-mail.

A teraz prezentacja nagród (zrozumiecie dlaczego candy nazwałam "puchate" :) )


 Mały, słodki, biały szczeniaczek, który może być wesołym dodatkiem do walentynkowego bukietu, bądź ozdobą wsadzoną do doniczki z kwiatkiem.


 Delikatne guzikowe kolczyki z dodatkiem szklanych koralików.


Nietopniejące bałwanki :)


A oto i cały zestawik :)
oraz
banerek :


Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do zabawy :)
taia from lavender forge

środa, 7 grudnia 2011

Gwiazdeczki i Choineczki...

... takie słodkie zawieszeczki, które można przyczepić do komórki, do torebki, do piórnika, do suwaka, jednym słowem gdzie tylko się da. Co myślicie o takim zabawnym,a zarazem świątecznym akcencie? Produkcja, jak widać seryjna, ale nie do końca, bo każda zawieszka jest trochę inna. Jestem bardzo ciekawa która z nich najbardziej wam się podoba...











Pozdrawiam ciepło!
taia from lavender forge

piątek, 18 listopada 2011

Psotliwe Gwiazdki

Wraz z aniołkami z poprzedniego posta powstała seria ozdób na choinkę w formie gwiazdeczek.Obejrzyjcie zdjęcia, a z pewnością każdy z was zrozumie dlaczego w tytule posta nazwałam je "psotliwymi" :)









Gwieździście pozdrawiam :) !
taia from lavender forge
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...