Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aniołki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą aniołki. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 maja 2013

W Maju: wybierz się na prymicje!

W tym roku mieliśmy okazję uczestniczyć we Mszy świętej na której odbywały się święcenia kapłańskie, a dzień później we Mszy prymicyjnej. Muszę wam powiedzieć, że były to dla mnie swoiste rekolekcje i niesamowite przeżycie, zwłaszcza, że księdzem zostawał nasz wspólny kolega. Z tej okazji powstał dla niego aniołek, żeby przypominał mu o tym dniu pełnym radości :). A wam zdarzyło się już być na święceniach albo Mszy prymicyjnej? Jeśli jeszcze nie to naprawdę polecam!
A oto i aniołek. Lepiony bardzo późną nocną porą, ale z serca :)



Pozdrawiam cieplutko!
taia from lavender forge
PS: Nie bójcie się - pamiętam o projekcie 12/12 ale właśnie zbliża mi się koniec studiów i cierpię na zbyt krótką dobę. Aniołka kwietniowego zaprezentuje razem z majowym już niebawem, tymczasem wracam do pisania pracy magisterskiej... Udanej drugiej połowy tygodnia kochani! :)

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

3/12 - Anioł Ochoty do Życia


Anioł Ochoty do Życia pragnie wprowadzić mnie w radość życia nie tylko w niedziele i dni świąteczne. On zaczyna już rankiem tym, że otwiera mi oczy na tajemnicę nowego dnia, na małe radości, jakie już są dla mnie przygotowane, na świeże powietrze, które wpływa przez otwarte okno, (...) na świeży chleb podany na śniadanie, na spotkanie z ludźmi z którymi dzisiaj będę pracował. Anioł Ochoty do Życia bierze mnie za rękę i pokazuje mi, że życie samo w sobie jest piękne. (...) Przyjemnością jest w wolności głęboko oddychać. Radością jest świadome dostrzeganie codziennych niespodzianek życia. Jednak człowieka, który z niechęcią idzie przez dzień, nawet cudowny wschód słońca nie uwolni od nieprzyjemnego nastroju. (...) Życzę ci, by Anioł Ochoty do Życia wprowadził cię w sztukę rozkoszowania się życiem, sztukę całkowitej obecności w chwili, sztukę intensywnej radości ze wszystkiego, co jest ci ofiarowane każdego dnia.
Anselm Grün, "50 aniołów dla duszy", wyd. Jedność, Kielce 2004, s.81n.


Anioł Ochoty Do Życia jest jeszcze marcowy, ale idealnie wpasowuje się w rodzącą się właśnie, tak długo oczekiwaną wiosnę. Ulepiłam go w buteleczce, żeby nie zmarzł od  mroźnych poranków, gdyż chce go nosić na szyi, żeby nie zapomnieć, że życie jest piękne :). Anioł Ochoty do Życia idealnie wpasowuje się także w klimat Wielkanocy, przypominając, że śmierć wcale niczego nie kończy...
Do ulepienia tego Anioła potrzebowałam dość sporo narzędzi, ale było to dla mnie świetne ćwiczenie i sprawdzanie do czego mogą się poszczególne dłutka, szpatułki i szpikulce przydać. Spodobało mi się takie majstrowanie i już teraz wiem, że coś jeszcze w podobnej buteleczce na pewno się tutaj pojawi. Może nawet jeszcze mniejsze? Ten Aniołek to jakieś 1,5 cm mojej dumy (buteleczka ma nieco ponad 3 cm), dobrze, że taki mały - przynajmniej nie ma obaw, że pęknę ;).

Wyzwanie 12/12 to projekt inspirowany książką Anselma Grüna "50 aniołów dla duszy", wyd. Jedność. Z waszą pomocą wybrałam 12 aniołów na podstawie których powstaje 12 prac. Jednocześnie pragnę się z wami dzielić fragmentami tej bardzo ciekawej książki, lektury z całą pewnością "dla ducha", mając nadzieję, że zachęcę was tym samym do chwilki zadumy :) Jeżeli tylko macie ochotę to serdecznie zapraszam do przyłączenia się do wyzwania i stworzenia własnej interpretacji danego anioła!



Pozdrawiam wiosennie!
taia from lavender forge

piątek, 11 stycznia 2013

Lawendowe Łakocie

Jak wam lecą pierwsze tygodnie 2013? U mnie pracowicie, bo zaczął się okres zaliczeń i sesji, ale nie mam zamiaru zrezygnować z tworzenia! Bardzo dziękuję wszystkim za tak liczną odpowiedź na moją prośbę o liczby - już niedługo zdradzę o co to z tym wszystkim chodzi :). Na razie jednak pozwólcie, że przedstawię wam słodkie lawendowe panienki - miłośniczki wszelkich słodyczy! Zrobiłam je specjalnie dla siebie. Wpadł mi gdzieś w drodze do głowy taki pomysł : kolczyki w formie słodkiej dziewczynki z dwoma kitkami i lizakiem. Gdy udało mi się znaleźć wolną chwilę, to wzięłam się za lepienie. Prototyp wyszedł mi trochę za dużych rozmiarów, więc stwierdziłam, że zrobię z tych panienek zawieszki. Przy okazji testowałam na nich różne rodzaje oczek (ciekawa jestem, które się wam bardziej podobają!). Później, udało mi się ulepić już o wiele mniejsze dziewczynki-aniołeczki, a jeśli chodzi o ich oczka to postawiłam na prostotę, bo przy takich maluszkach to ciężko było coś więcej pokombinować. Komplet lawendowych dziewczyneczek zgłaszam na wyzwanie u Asi z bloga: http://asia-majstruje.blogspot.com/ pt. "Ja". Ulepiłam je bowiem z myślą o sobie i całkowicie w moim stylu. Niestety nie dane było mi się nimi długo cieszyć. Dzisiaj, gdy je pierwszy raz ubrałam, to jeden kolczyk gdzieś zgubiłam. Podejrzewam, że w pociągu, kiedy ubierałam kurtkę... Smutno mi trochę, ale stwierdziłam, że nie mogę się załamywać, ulepię sobie nowe, to będzie trzecie podejście, więc pewnie znowu coś ciekawego z nimi pokombinuje. A tymczasem zapraszam do obejrzenia zdjęć na których jeszcze wszystko jest w komplecie... (chlip, chlip)...











Pozdrawiam cieplutko!
taia from lavender forge

sobota, 22 grudnia 2012

Taka mała katastrofa

Koniec świata nie nastąpił, więc przedświąteczne sprzątanie mnie jednak nie ominie :). Przydarzyła mi się za to ostatnio mała katastrofa... Kupiłam jakiś czas temu na wypróbowanie FIMO Basic Air - modelinę schnącą na powietrzu. Ulepiłam z niej gwiazdki i serduszko, dwa aniołki i zwykłe kółeczka, żeby je później pomalować. Lepiło się przyjemnie, modelina nie wydawała jakiegoś szczególnego zapachu, a konsystencja przypominała trochę masę papierową od Astry. Cały problem pojawił się jednak podczas schnięcia. Położyłam wszystko pod kaloryferem i po pewnym czasie zobaczyłam, że przylepione elementy wcale się nie trzymają. Większość z nich odpadała po lekkim dotknięciu. Musiałam więc zmienić swoje plany i pozostawić gwiazdki płaskie - bez kuleczek na oczy i nosek oraz paseczków na brwi. Jakoś udało mi się poratować z tej nieprzyjemnej sytuacji, ale zawiodłam się trochę na firmie produkującej FIMO, gdyż ten produkt akurat średnio im wyszedł. Myślę, że mógłby się przydać osobą robiącym decoupage, gdyż można z niego powycinać różne kształty, a później je ozdobić. Jest lżejszy od np. masy solnej i łatwiej się go maluje. Na opakowaniu jest znaczek, że schnie w przeciągu 24h, ale gdy rozwinie się instrukcję (nie jest dostępna w j. polskim) to jest tam napisane, że masa potrzebuje nie raz kilku dni (w zależności od grubości). Moje gwiazdki i kółeczka wyschły w jakieś 2 dni. Jest tam także informacja, by masy nie wkładać do piekarnika, ani nie dawać na kaloryfer - nie sądzę jednak, żeby to była przyczyna poodpadania przylepionych elementów, gdyż moje prace leżały pod kaloryferem i nie był on nawet gorący - zaledwie letni. Według informacji w rozwijanej instrukcji ulepione przedmioty podczas suszenia kurczą się o jakieś 7%. Według mnie nie jest to zauważalne.
Ogólnie z efektu końcowego jestem zadowolona. Żałuję tylko, że nie wiedziałam o tym, że masa się nie sklei jeszcze przed lepieniem - od razu powycinałabym tylko różne kształty do pomalowania. Dość już jednak tego pisania - z całej tej katastrofy powstały takie kompleciki:






Kompleciki zamówiła ode mnie Megi - zapraszam na jej dwa bardzo ciekawe blogi :)
Pozdrawiam cieplutko i powodzenia w ostatnich przygotowaniach :)
taia from lavender forge

sobota, 8 grudnia 2012

Przepis Na Aniołka Stojącego


Tak jak obiecałam podaję wam przepis na aniołka z masy solnej wykonanego przy pomocy tekturowej podpórki.

Aby go zrobić potrzebujemy:

  • masy solnej (przepis tutaj! - wystarczy jeżeli zrobicie tylko białą, ale możecie też zrobić kilka porcji w różnych kolorach - wtedy odpadnie wam malowanie :P)
  • tekturki (ja użyłam okładki od bloku)
  • spinaczy do papieru (nie są one absolutnie konieczne)
  • cyrkla lub czegoś do odrysowania kółeczek
  • nożyczek
  • folii aluminiowe
  • kleju typu wikol
  • wykałaczek
  • widelca
  • praski do czosnku (do zrobienia włosków)
  • odrobinę wody na spodeczku

Na tekturce rysujemy równe kółeczka i wycinamy je dzieląc przy okazji na pół (moje miały około 4 cm średnicy). Następnie sklejamy je w rożki. Możemy pomóc sobie spinaczami do papieru, które przytrzymają tekturą podczas wysychania kleju i tym samym usprawnią naszą pracę.

Przed zwinięciem rożka możemy sobie pomóc poprzez przeciągnięcie po nim ostrza nożyczek (podobnie jak to robimy np. przy pakowaniu prezentów, kiedy chcemy aby wstążeczka nam się pozwijała).



Kiedy rożki już wyschną robimy kuleczki z foli aluminiowej i wpychamy je do ich środka.


Chodzi o to, żeby było do czego wbić wykałaczkę. Łamiemy niepotrzebny koniec (niech nam zostanie około 1cm).


Obklejamy nasz rożek masą solną.

Pamiętajmy o spodzie, ale nie wciskajmy zbytnio masy do środka - nie chcemy przecież żeby nasz aniołek był za ciężki i długo schnął.



Robimy kolejną kulkę z folii aluminiowej (podobnej wielkości co ta, którą wpychaliśmy do rożka) i obklejamy masą solną. Następnie wbijamy powstałą w ten sposób głowę na wykałaczkę wystającą z korpusu aniołka. To najtrudniejszy moment. Zarówno główka jak i tułów mogą się trochę zniekształcić, ale nie martwcie się tym - wszystko poprawicie, gdy już nabijecie głowę, a ewentualne niedoskonałości będzie też można zakryć włoskami. Pamiętajcie też, aby kulka z folii nie była za bardzo ubita, gdyż ciężej ją będzie nabić. Możecie też zrobić otwór inną wykałaczką, a potem tyko nałożyć głowę na wykałaczkę od tułowia.


Teraz robimy kuleczkę wielkości głowy i rozpłaszczamy ją przy użyciu kciuków, potem widelcem dodajemy po obu stronach wzorek. Ważne jest aby pomiędzy skrzydełkami powstał nam taki "grzbiecik", będzie on potrzebny do tego, by przymocować skrzydełka do tułowia.


Przed doczepieniem skrzydełek zwilżcie lekko plecki aniołka (masa solna na korpusie na pewno już  trochę podeschła przez co skrzydełka mogłyby się nie przylepić). Przypilnujcie, aby skrzydełka sięgały od główki aż do ziemi, gdyż stanowią one dla główki dodatkową podporę.


Przy pomocy praski do czosnku zróbcie włoski.


Ułóżcie fryzurę aniołkowi (zwilżając wcześniej lekko główkę), uważajcie, by ciężar włosków nie przechylał główki za bardzo w żadną stronę. 


Z dwóch kuleczek i dwóch trójkątów zróbcie aniołkowi łapki. Przyklejcie je zwilżając wodą korpus aniołka. Teraz odstawcie go na 2-3 dni do wyschnięcia, lub włóżcie na co najmniej godzinę do piekarnika o temp ok . 120 st. C. Pamiętajcie, aby pod koniec suszenia obrócić aniołka, tak by jego spód tez miał szansę wyschnąć.



Pomalujcie aniołka według uznania. Ja użyłam farbek akrylowych, ale można też i zwykłych plakatówek i akwareli z kiosku (często ich używałam, bo nadają piękne, delikatne kolory). Możecie aniołkowi dokleić gwiazdkę lub jakiś guziczek, czy koronkę, polakierować (wystarczy zwykły lakier do paznokci)  lub obsypać brokatem. Moje aniołki możecie zobaczyć tutaj :) .


Przede wszystkim - bawcie się dobrze przy lepieniu i ozdabianiu :) i niech te twórcze chwile będą dla was pomocne także przy duchowym przygotowywaniu do Świąt Bożego Narodzenia :) niech tworzą cudną, domową atmosferę! Zachęcam żeby skorzystać z tego rodzaju podpórek i zrobić wspólnie z pociechami domową szopkę! Kto wie, może jeszcze wymyślę jakiś tutorial na wołka i osiołka :D
Pozdrawiam cieplutko!
taia from lavender forge

PS: Będę bardzo wdzięczna, jeżeli po skorzystaniu z tego tutorialu umieścicie u siebie jego źródło, np. używając poniższego banerka :)

czwartek, 6 grudnia 2012

Piegowate

Bardzo dawno temu, właśnie przed Świętami Bożego Narodzenia, lepiłam stojące aniołki z masy solnej (trzymały się w pionie ponieważ użyłam bardzo prostej podpórki) i sama nie wiem dlaczego, odkąd prowadzę tego bloga nie zmobilizowałam się do tego, by znów je zacząć lepić. Chyba po prostu wtedy zrobiłam ich tyle, że mi się troszkę znudziły. Postanowiłam jednak wrócić do tego, jakże wdzięcznego, modelu aniołka i nadać im nowy, lawendowo-kuźniowy charakter. Jeżeli wam się podobają takie stojące aniołeczki, to bądźcie uważni, bo za niedługo opublikuję post z receptą jak je krok-po-kroku ulepić :)







Pozdrawiam cieplutko i dziękuję za wszystkie przemiłe, dodające skrzydeł, komentarze :)
Niech Święty Mikołaj wstawia się za wszelkimi waszymi dobrymi prośbami :)
taia from lavender forge

sobota, 24 listopada 2012

Jesienna Martynka

Zostałam poproszona o laleczkę dla świeżo upieczonej mamy. Ubrałam ją grubo - w jesienny płaszczyk, rękawiczki i ciepłe skarpetki z pomponami, bo w końcu mamy jesień. Przyznam, że płaszczyk uszyłam za namową mojego ukochanego - nie wiem, co by z moim tworzeniem było, gdyby nie on - nieustannie mnie bowiem wspiera i dopinguje oraz podwyższa mi poprzeczkę. Chociaż przyznaję, że pomysł, aby płaszczyk uszyć z dwóch warstw polaru i flizeliny (pomiędzy nimi) był mój i stanowił nie lada wyzwanie dla sędziwego Łucznika. Włoski po raz pierwszy zrobiłam z czesanki z merynosa, przyznam, że zainspirowała mnie laleczka od MOLLIKA. Efekt końcowy uchwycony na mnóstwie zdjęć - zobaczcie i oceńcie sami :) 








Skarpeteczki z pomponikami tej uroczej anielinki chcę zgłosić na wyzwanie w art-piaskownicy. Myślę, że są dość znacznym elementem dodającym lalce humoru i idealnie się nadają to tego wyzwania:



Pozdrawiam cieplutko!
taia from lavenderforge
PS: Malutki backstage dla wielbicieli piesków ;)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...