Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzycznie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzycznie. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 27 grudnia 2012

Świąteczny Ratownik

Zostałam poproszona o uszycie ratownika medycznego. Gdyby nie pani Bogusia, która pomogła mi uszyć kurteczkę, pewnie niewiele by z tego wyszło. A dzięki niej oto jest - świąteczny ratownik medyczny!  (DZIĘKUJĘ!) Myślę, że z powodzeniem mógłby stać się bożonarodzeniową dekoracją i zasiąść koło czerwononosych reniferów i tym podobnych. W przeciwieństwie do nich on jednak mógłby coś symbolizować - bo przecież Dzieciątko narodziło się na ratunek dla świata, a to ratownik! To co, wprowadzamy nową tradycję? ;)
Sesja zdjęciowa autorstwa mojego ukochanego - to było jeszcze przed Świętami i czasu mi brakowało...





Ratownik miał być prezentem dla pewnego chłopaka, który ratownictwo medyczne bardzo podziwia i lubi - mam nadzieję, że mu się spodobał.
A jak tam wasze prezenty? Ja sobie wczoraj zrobiłam aromatyczną kąpiel ze wszystkimi pachnidełkami, które dostałam, a dzisiaj cały ranek słuchałam  najnowszej płyty Bruno Marsa. 


Gdy zobaczyłam, że ma on piosenkę zatytułowaną moim imieniem to strasznie się ucieszyłam. Szkoda, że nie widzieliście mojej miny, kiedy znalazłam sobie tekst w internecie i dokładnie się w nią słuchałam! Liczyłam na coś bardzo romantycznego - jakąś piosenkę o nieszczęśliwej miłości, a tymczasem Mars śpiewa, że Natalie go wykorzystała, okradła, uciekła w siną dal i teraz on ją ściga, a jak ją dopadnie to lepiej nie mówić co z nią zrobi... Tak sobie myślę, że może Bruno ma za sobą jakieś złe doświadczenia. Na pierwszej płycie śpiewał przecież, że kocha ją taką właśnie jaką jest,w piosence do "Zmierzchu", że jeśli odejdzie to cały czas będzie padać, no a teraz... Specjalnie sprawdziłam i wszystkie te teksty są napisane przy jego udziale i jest on wymieniany na pierwszym miejscu. Jeżeli macie ochotę, to sami posłuchajcie:



A was spotkały jakieś zabawne czy ciekawe przygody z prezentami?
Pozdrawiam cieplutko!
taia from lavender forge

niedziela, 9 października 2011

"Dam Ci serce szczerozłote, dam konika cukrowego..."

Na początek - podkład muzyczny :) Ta piosenka bardzo kojarzy mi się z jesienią. Jest taka melancholijna - niczym deszczowe dni, ale jest w niej też to wesołe "la la la". Poza tym jest bardzo dynamiczna; zupełnie jak liście tańczące na wietrze. Gdy podmuch ustaje - opadają, a zaraz znowu zostają poderwane i wirują mieniąc się kolorami jesieni. Tak samo ta piosenka -  niektóre fragmenty są po prostu "mówione", inne z kolei bardzo szybkie. 





Teraz czas na konika :)
Mój konik jest z masy solnej, nie z cukru, ale podejrzewam, że równie łatwo mógłby się roztopić. Ulepiłam go w tym samym czasie co Aniołka Jesiennego, ale dopiero dzisiaj został pomalowany. Czy wyszło mu to na dobre - oceńcie sami :)









Uff.. cóż za ilość zdjęć - wybaczcie, ale tak spodobały mi się te ciepłe kolory, że nie potrafiłam się opanować :) Ostatnie zdjęcie to taki mały żarcik - Mój Pan Mysz - Wilkołaczek był właśnie na przechadzce :)
Konika zgłaszam do wyzwania w Kreatywnym Polu. Mam nadzieję, że wpasowuje się w temat, bo plony ziemi jak widać są, a i konik zrobiony z soli, mąki i wody :)
Pozdrawiam cieplutko i jesiennie!
taia from lavender forge

piątek, 16 września 2011

P-o-d-u-s-i-a

Na początku przepraszam was bardzo, za moją nieobecność. Poprawkowe egzaminy całkowicie zawładnęły moim czasem przez co zaniedbałam bardzo wiele rzeczy, m.in. Lawendową Kuźnię. Teraz jednak, jestem już PO i tryskam pozytywną energią, gdyż wszystko mam pozaliczane, a indeks oddany do dziekanatu. Zostały mi teraz jeszcze dwa tygodnie wakacji, ale nie mam zamiaru leniuchować leżąc brzuchem do góry. Chcę wypoczywać twórczo, więc pierwszy dzień słodkiej laby zaczynam od... generalnych porządków. Niestety w ferworze intensywnego studiowania mój pokój wygląda jak po przejściu trąby powietrznej, a na biurku znalazłam ostatnio herbatę, która, ekh-chem... delikatnie mówiąc - zakwitła :) Zaraz po tym gdy okiełznam nieład zabiorę się za intensywne przygotowania do blogowych urodzin Lawendowej Kuźni. Już nie długo to miejsce będzie mieć skończony roczek i na pewno z tej okazji zorganizuje jakieś słodkie losowanie. Mam też kilka pomysłów na lekkie odświeżenie bloga, ale wszystko w swoim czasie...
Na razie chcę wam pokazać prezent na Chrzciny dla pewnej malutkiej, uroczej istotki. Chciałam uszyć filcowe literki, ale jakoś te do powieszenia wydały mi się za bardzo skomplikowane. Musiałabym wymyślić jakieś fajne sznureczki i sposób w jaki by można je do czegoś (no właśnie do czego?!) przywiesić. Dlatego wpadłam na pomysł z trójkątną podusią, którą można postawić wszędzie - czy na półeczce, czy w łóżeczku, a może nawet włożyć do wózka. Chciałam żeby było dziewczęco, ale nie banalnie, stąd delikatny róż się pojawia, ale nie dominuje. Ozdoby doszyłam z koralików oraz filcowych dodatków Heyda (lubię tę firmę, bo choć jej produkty dostępne są w Empiku, to ich ceny są całkiem przystępne). Nie dawałam ich zbyt dużo, tak by napis pozostał w pełni czytelny. No, ale dość już moich literek, obejrzyjcie teraz te filcowe :)







Pozdrawiam ciepło!
taia from lavender forge

PS: A na koniec piosenka, którą słyszałam już nie raz, ale po obejrzeniu wczoraj "Evana Wszechmogącego", gdzie leciała ona na samym początku, odkryłam ją na nowo. Umieszczam pod tym postem, bo ta melodia wydaje mi się być solidnie naładowana pozytywną energią - przez co pasuje tutaj jak ulał :)


niedziela, 28 sierpnia 2011

Filmowe kolczyki taiowe

Sierpień upływał mi pod znakiem filmów przeróżnej maści. Co wieczór odbywałam z moim ukochanym (czasem też i w większym gronie) seans, nie ograniczając repertuaru i nie raz puszczając nawet dwa dvd pod rząd. Wszystko dlatego, że na początku tego miesiąca zaopatrzyliśmy się w karnet w pewnej wypożyczalni i mogliśmy szaleć niemalże do woli. Chciałabym w tym poście wspomnieć o dwóch filmach, które przy tej okazji obejrzeliśmy, bo jakoś dziwnie się złożyło, że kolczyki, które chcę wam pokazać pasują do nich jak ulał, a zrobiłam je jeszcze nim owe filmy obejrzałam. 

Pierwszy z nich to "My name is Khan" z Skarukiem Khanem oraz Kajol, (Ci, którzy widzieli "Czasem słońce, czasem deszcz" na pewno wiedzą o kogo chodzi). Piękna i poruszająca opowieść o mężczyźnie z zespołem Aspergera, który, chociaż nie potrafi nikogo przytulić jest bardzo wrażliwy na krzywdę innych i stara się być zawsze dobrym człowiekiem (bo tylko na takich dzielą się ludzie: dobrych oraz złych - innego podziału nie ma).  Według mnie, jest to najlepsza rola Sharuka Khana, którego przywykliśmy oglądać w kolorowych bollywodach rzewnie płaczącego albo uśmiechającego się szczerze od ucha do ucha. Tutaj musi grać nie posiadając tego wszystkiego i - trzeba to przyznać - wychodzi mu bardzo, bardzo ciekawie. Polecam gorąco - chociaż ostrzegam - straszny wyciskacz łez. Pomimo tego, że akcja dzieje się w Ameryce, można w filmie znaleźć charakterystyczne dla gatunku bollywood akcenty (sama fabuła też jest bardzo bollywoodowa, tylko przeniesiona w zachodnie realia), więc dla tych, którzy nie przepadają za takim typem radzę przymknąć na niektóre rzeczy oko i w spokoju delektować się naprawdę dobrze nakręconym filmem. Zapomniałam jeszcze dodać! Główny motyw to problem muzułmanów, którzy po zamachu z 11 września nie mieli w Ameryce lekkiego życia.




A teraz kolczyki. Podobnie jak film - trochę bollywod, trochę nie. Filcowa część kolorowa jak filmy z Sharukiem, a koralik z wymalowaną, delikatną różyczką kojarzyą mi się z epoką romantyzmu panującą w XIX wieku na Zachodzie.









Drugi film to "500 dni miłości", ale ja wolę jego oryginalny tytuł: "500 days of summer". To amerykańska produkcja, ale jak dla mnie inna niż wszystkie. Piękne zdjęcia z klimatyczną muzyką dodają uroku tej zwyczajnej historii o pewnym chłopaku i pewnej dziewczynie. Obyczaj, który polecam naprawdę wszystkim, Nie napiszę nic więcej - obejrzyjcie go sami!


Teraz kolczyki. Te zielone okienka z białymi gołąbkami pocztowymi, które dostarczają komuś przesyłkę - czerwone serduszko, według mnie pasują trochę do klimatu tego filmu. Czy okienko jest otwarte? Czy przesyłka zostanie dostarczona? Każdy może odpowiedzieć sobie na to pytanie jak chce... 
Można też inaczej na nie spojrzeć - dwa gołąbki, na dwojgu uszach szukają swojej prawdziwej miłości nie wiedząc, że jest ona tak blisko... bo na drugim uchu! :)








Pozdrawiam ciepło! 
taia from lavender forge

PS: Pod pierwszym postem Lepienia Po Studencku komentarzy było niewiele, ale możecie być pewni, że będzie jeszcze kolejna odsłona - może tym razem bardziej przypadnie wam do gustu :)

środa, 27 lipca 2011

Odlatujące guziki - wersja letnia

Ale leje... U was też? Nie lubię jak jest tak ciemno w ciągu dnia i żeby coś konkretnego zrobić trzeba zapalać światło. Mam jednak sposób na to, by te letnie lato uczynić cieplejszym i pełnym słońca. Zapraszam do korzystania ze sporej dawki kolorów jaką zaserwuję wam zaraz na zdjęciach. Obiekt: "Odlatujące guziki" w wersji letniej. Czyli kolczyki-guziki ze stworkami, które potrafią latać. Już raz zrobiłam coś takiego, można sobie przypomnieć klikając tutaj. Znowu ulepiłam wersję z motylkami, a następnie, na dokładkę, wersje z biedronami, które posiadają czułki zrobione z końcówek biżuteryjnych szpilek. Owady oraz obwódkę znajdującą się na guziku polakierowałam, a resztę zostawiłam matową, dzięki czemu jeszcze bardziej wyróżnia się część latająca. Nie przedłużając już, tak jak obiecałam, serwuję porządną dawkę kolorowych zdjęć, a na dokładkę kolorowy teledysk z piękną, radosną piosenką śpiewaną w języku francuskim. To mój kolejny typ do wakacyjnej listy przebojów :)









Będzie jednak bez oryginalnego teledysku, bo można go oglądać jedynie na YouTube, więc po teledysk zapraszam tu: http://www.youtube.com/watch?v=GYVSNidNar8

Pozdrawiam ciepło i deszczowo :)
taia from lavender forge
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...