Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą filc. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 11 marca 2013

Filcowy Promyk

Pamiętacie śliniaczkowe naszyjniki? Tym razem spróbowałam zrobić podobny z filcu. Przyznam się, że byłam zachwycona tym, jak odrębne niteczki mogą się ze sobą łączyć i tworzyć bardzo spójną całość i to wszystko tylko przy użyciu folii bąbelkowej i mydlin! Zadziwiające :) ! Porady dotyczące filcowania znalazłam na niezawodnym forum Craftladies.
Jeśli chodzi o sam naszyjnik to nazwałam go Promykiem, i to nie tylko ze względu na jego kolory. Podoba mi się jaki jest w dotyku - chropowaty i niesforny, a przy tym jest niesłychanie lekki - zupełnie jakby nie był do końca prawdziwy. Bawiłam się przy nim fakturami - turkusowy koralik jest z modeliny (pocukrowane - pamiętacie?) i ma bardzo chropowatą fakturę, filc też jest chropowaty, ale w nieco inny sposób, szklane koraliki są za to gładkie i bardzo błyszczące.
Jeśli chodzi o propozycje podania, to uważam, że taki naszyjnik nadaje się i do cieplejszych, cięższych, zimowych stylizacji i do o wiele cieńszych, wiosennych.





Inspiracje kolorystyczne podsunął Kreatywny Kufer i na poniższe wyzwanie zgłaszam mój Promyk :)


Pozdrawiam przedwiosennie :)
taia from lavender forge

czwartek, 22 września 2011

Pierwsza dla mamy

Jakiś czas już temu moja mama miała urodziny, więc oprócz prezentu kupionego chciałam dać jej także robiony. Zdecydowałam się na filcową broszkę. To pierwsza zrobiona przeze mnie z tego materiału. Tonacja musiała być koniecznie w brązach, bo taki styl uwielbia właśnie moja mama. Zdjęć będzie sporo, bo wyszłam dzisiaj z aparatem "w teren" (czytaj: zabrałam broszkę i aparat fotograficzny na popołudniowy spacer z ukochanym i pieskiem nad nasze jezioro). Nie obrabiałam ich w ogóle. Jedyne co zrobiłam, to przycięłam i dodałam "znak wodny" Lawendowej Kuźni. Sami zobaczcie, co takie jesienne już prawie słońce potrafi zrobić :)








Pozdrawiam słonecznie!
taia from lavender forge

PS: A ponieważ tak się złożyło, że w Szufladzie jest Kwiatowe Wyzwanie to zgłosiłam do niego moją broszkę dla mamy :)

piątek, 16 września 2011

P-o-d-u-s-i-a

Na początku przepraszam was bardzo, za moją nieobecność. Poprawkowe egzaminy całkowicie zawładnęły moim czasem przez co zaniedbałam bardzo wiele rzeczy, m.in. Lawendową Kuźnię. Teraz jednak, jestem już PO i tryskam pozytywną energią, gdyż wszystko mam pozaliczane, a indeks oddany do dziekanatu. Zostały mi teraz jeszcze dwa tygodnie wakacji, ale nie mam zamiaru leniuchować leżąc brzuchem do góry. Chcę wypoczywać twórczo, więc pierwszy dzień słodkiej laby zaczynam od... generalnych porządków. Niestety w ferworze intensywnego studiowania mój pokój wygląda jak po przejściu trąby powietrznej, a na biurku znalazłam ostatnio herbatę, która, ekh-chem... delikatnie mówiąc - zakwitła :) Zaraz po tym gdy okiełznam nieład zabiorę się za intensywne przygotowania do blogowych urodzin Lawendowej Kuźni. Już nie długo to miejsce będzie mieć skończony roczek i na pewno z tej okazji zorganizuje jakieś słodkie losowanie. Mam też kilka pomysłów na lekkie odświeżenie bloga, ale wszystko w swoim czasie...
Na razie chcę wam pokazać prezent na Chrzciny dla pewnej malutkiej, uroczej istotki. Chciałam uszyć filcowe literki, ale jakoś te do powieszenia wydały mi się za bardzo skomplikowane. Musiałabym wymyślić jakieś fajne sznureczki i sposób w jaki by można je do czegoś (no właśnie do czego?!) przywiesić. Dlatego wpadłam na pomysł z trójkątną podusią, którą można postawić wszędzie - czy na półeczce, czy w łóżeczku, a może nawet włożyć do wózka. Chciałam żeby było dziewczęco, ale nie banalnie, stąd delikatny róż się pojawia, ale nie dominuje. Ozdoby doszyłam z koralików oraz filcowych dodatków Heyda (lubię tę firmę, bo choć jej produkty dostępne są w Empiku, to ich ceny są całkiem przystępne). Nie dawałam ich zbyt dużo, tak by napis pozostał w pełni czytelny. No, ale dość już moich literek, obejrzyjcie teraz te filcowe :)







Pozdrawiam ciepło!
taia from lavender forge

PS: A na koniec piosenka, którą słyszałam już nie raz, ale po obejrzeniu wczoraj "Evana Wszechmogącego", gdzie leciała ona na samym początku, odkryłam ją na nowo. Umieszczam pod tym postem, bo ta melodia wydaje mi się być solidnie naładowana pozytywną energią - przez co pasuje tutaj jak ulał :)


piątek, 2 września 2011

Sierpniowa Wróżka

Wiem, że jak tylko zaczął się wrzesień to większości z was już zrobiło się tęskno za wakacjami (czytałam o tym na waszych blogach:) ). Chociaż rok akademicki zaczyna się w październiku i ja muszę się wziąć ostro za naukę, bo mam dwa zaległe egzaminy i jedną pracę zaliczeniową. Nie martwię się jednak tym zbytnio - wręcz przeciwnie - cieszę się, bo to oznacza, że kolejny rok studiów zacznie się już niebawem, a z nim i praca nad magisterką (co na razie zdaje mi się być niezmiernie ciekawą przygodą, na którą zapewne, w swoim czasie, będę niezmiernie narzekać:P ).Tym czasem prezentuję wam Wróżkę Sierpniową, która swoimi kolorami i uśmiechniętą twarzyczką sprawia, że zapomina się o tym, iż wakacje już przeminęły. Na początku miała być tylko zwykła podkładka - kwiatek, na której przycupnął filcowy motyl. Potem wpadł mi pomysł, by motyla zrobić z modeliny, potem żeby to nie był motyl, a wróżka, no i na koniec powstała ta oto, którą możecie zobaczyć na zdjęciach :). Cieszę się bardzo z efektu głównie dlatego, że udało mi się połączyć dwie techniki - lepienie z modeliny i szycie z filcu. Ten mariaż przypadł mi bardzo do gustu - być może częściej będę go stosowała! A co wy o takim połączeniu dwóch technik sądzicie? 





Sierpniowa Wróżka poleciała na swych motylkowych skrzydełkach do mamy mojego ukochanego jako urodzinowy prezent :)






Podkładkę zrobiłam celowo trochę większych rozmiarów niż standardowy kubek (użyłam płyty CD jako wzoru), żeby móc zagospodarować jej część naszywając coś na nią. Dzięki temu, mimo, że wróżka zajmuje trochę miejsca, spokojnie obok niej można postawić niewielkie naczynie (byleby nie był to kubek pełen lepiącego soku lub zaprawionej miodem herbaty - filc kroplę wody przetrzyma, ale od słodkich napojów pewnie strasznie się poklei).

Pozdrawiam ciepło i życzę wszystkim słonecznego weekendu!
taia from lavender forge
Ps: Dziękuję wszystkim za bardzo miłe komentarze :) !

niedziela, 28 sierpnia 2011

Filmowe kolczyki taiowe

Sierpień upływał mi pod znakiem filmów przeróżnej maści. Co wieczór odbywałam z moim ukochanym (czasem też i w większym gronie) seans, nie ograniczając repertuaru i nie raz puszczając nawet dwa dvd pod rząd. Wszystko dlatego, że na początku tego miesiąca zaopatrzyliśmy się w karnet w pewnej wypożyczalni i mogliśmy szaleć niemalże do woli. Chciałabym w tym poście wspomnieć o dwóch filmach, które przy tej okazji obejrzeliśmy, bo jakoś dziwnie się złożyło, że kolczyki, które chcę wam pokazać pasują do nich jak ulał, a zrobiłam je jeszcze nim owe filmy obejrzałam. 

Pierwszy z nich to "My name is Khan" z Skarukiem Khanem oraz Kajol, (Ci, którzy widzieli "Czasem słońce, czasem deszcz" na pewno wiedzą o kogo chodzi). Piękna i poruszająca opowieść o mężczyźnie z zespołem Aspergera, który, chociaż nie potrafi nikogo przytulić jest bardzo wrażliwy na krzywdę innych i stara się być zawsze dobrym człowiekiem (bo tylko na takich dzielą się ludzie: dobrych oraz złych - innego podziału nie ma).  Według mnie, jest to najlepsza rola Sharuka Khana, którego przywykliśmy oglądać w kolorowych bollywodach rzewnie płaczącego albo uśmiechającego się szczerze od ucha do ucha. Tutaj musi grać nie posiadając tego wszystkiego i - trzeba to przyznać - wychodzi mu bardzo, bardzo ciekawie. Polecam gorąco - chociaż ostrzegam - straszny wyciskacz łez. Pomimo tego, że akcja dzieje się w Ameryce, można w filmie znaleźć charakterystyczne dla gatunku bollywood akcenty (sama fabuła też jest bardzo bollywoodowa, tylko przeniesiona w zachodnie realia), więc dla tych, którzy nie przepadają za takim typem radzę przymknąć na niektóre rzeczy oko i w spokoju delektować się naprawdę dobrze nakręconym filmem. Zapomniałam jeszcze dodać! Główny motyw to problem muzułmanów, którzy po zamachu z 11 września nie mieli w Ameryce lekkiego życia.




A teraz kolczyki. Podobnie jak film - trochę bollywod, trochę nie. Filcowa część kolorowa jak filmy z Sharukiem, a koralik z wymalowaną, delikatną różyczką kojarzyą mi się z epoką romantyzmu panującą w XIX wieku na Zachodzie.









Drugi film to "500 dni miłości", ale ja wolę jego oryginalny tytuł: "500 days of summer". To amerykańska produkcja, ale jak dla mnie inna niż wszystkie. Piękne zdjęcia z klimatyczną muzyką dodają uroku tej zwyczajnej historii o pewnym chłopaku i pewnej dziewczynie. Obyczaj, który polecam naprawdę wszystkim, Nie napiszę nic więcej - obejrzyjcie go sami!


Teraz kolczyki. Te zielone okienka z białymi gołąbkami pocztowymi, które dostarczają komuś przesyłkę - czerwone serduszko, według mnie pasują trochę do klimatu tego filmu. Czy okienko jest otwarte? Czy przesyłka zostanie dostarczona? Każdy może odpowiedzieć sobie na to pytanie jak chce... 
Można też inaczej na nie spojrzeć - dwa gołąbki, na dwojgu uszach szukają swojej prawdziwej miłości nie wiedząc, że jest ona tak blisko... bo na drugim uchu! :)








Pozdrawiam ciepło! 
taia from lavender forge

PS: Pod pierwszym postem Lepienia Po Studencku komentarzy było niewiele, ale możecie być pewni, że będzie jeszcze kolejna odsłona - może tym razem bardziej przypadnie wam do gustu :)

czwartek, 4 sierpnia 2011

Motylkowy przesyt

No w końcu wyszło słońce! Nie wiem jak wy, ale ja to bym z chęcią powygrzewała się teraz gdzieś na jakiejś morskiej plaży. Niestety nad Bałtyk mam bardzo daleko, ale za to o wiele bliżej do gór i dzięki uprzejmości rodziców mojego ukochanego mogliśmy witać we wtorek pierwsze, od niepamiętnych czasów, słoneczne promienie na szczycie Czantorii. Na początku trochę zrosiło nas deszczem, ale potem zrobiło się na prawdę ciepło i przyjemnie. Bawiłam się trochę z trybem Micro w moim aparacie (używam go zawsze jak cykam zdjęcia moich kolczyków, ale na łonie natury, to co innego:) ). Nie mogłam się powstrzymać żeby nie wrzucić kilku zdjęć :) Te sówki, to efekt naszej wizyty w sokolarni.





A skąd tytuł posta? "Motylkowy przesyt" dlatego, bo ostatnio jako prezent urodzinowy dla mojej kumpeli Ani powstała filcowa wróżka - opiekunka kwiatków doniczkowych. Wydaje mi się jednak, że trochę przesadziłam z ilością ozdób - za dużo się na niej dzieje. Chociaż może dla doniczkowej dekoracji ten przesyt staje się atutem? Oceńcie sami :)





Pozdrawiam ciepło i słonecznie!
taia from lavender forge

czwartek, 14 lipca 2011

Lalkowa Wymianka u Anity - Lala Augustynka

Już nareszcie to wiem - moja lala dotarła do Darii (http://dewuarts.blogspot.com/). Mało tego, że dotarła, to jeszcze się jej spodobała! Teraz spokojnie mogę wam sama ją zaprezentować. Lala nazywa się Augustynka bo w końcu szyłam ją w czasie sesji, a że studiuję teologię i co chwilę gdzieś się św. Augustyn przewija... po prostu nie mogłam jej nazwać inaczej :P


Ponieważ z tyłu lala wydawała mi się jakaś taka łysa chciałam to miejsce zagospodarować. Mój ukochany doradził mi bym na odwrocie zrobiła chłopczyka. Pomysł był świetny! Wykonanie... No cóż... Nie wyszedł mi ten chłopczyk... Pokażę wam go jednak. Ma na imię Tomek (wiadomo - św. Tomasz :P).


Zdjęcia robiłam wtedy na szybko, bo termin wysyłki mnie gonił. Pokażę wam na koniec jeszcze jedno Augustynki (tak, żeby wam Tomek w głowie nie został, tylko ona :P).


A jeśli chcecie zobaczyć inne lale z wymianki u Anity koniecznie kliknijcie na ten obrazek:

Pozdrawiam ciepło!
taia from lavender forge

niedziela, 10 lipca 2011

Letnie lenistwo, kolorowy Jeżyk i blogowe cukierki

Dopadł mnie wakacyjny leń, ale chyba udaje mi się go w końcu przewalczyć. Nie żebym miała coś do odpoczynku, ale jak się za długo nic nie robi to mam wrażenie, że chęci do tworzenia wraz z siłami ulatują gdzieś w nieznane strony i potem ciężko jest je na nowo odnaleźć i rozruszać. Ponad tydzień temu uszyłam sobie w końcu poduszeczkę na igły - mam nadzieję, że już żadnej nie zgubie, zwłaszcza w mojej sofie :P Poduszeczka owa powstała z filcu i ma kształt jeża, bo co tu dużo pisać - nikt nie zna się na igłach tak jak ten jegomość. Zdjęcia zrobiłam w lawendzie, którą niedawno dostałam (buziak dla ofiarodawcy :*). Niestety kwiatki mi jakoś oklapły i chyba muszę ją przesadzić do większej doniczki. Może ktoś z was zna się na lawendzie i wie co zrobić, żeby ładnie rosła i zdrowo kwitła? I czy w ogóle mogę ją trzymać w domu, czy powinnam wkopać gdzieś na zewnątrz (wydaje mi się, że skoro w domu jest ta sama temp. co na zewnątrz to bez różnicy, ale może jestem w błędzie?).




Na koniec pierwsza "Wakacyjna Piosenka" która wpadła mi w ucho wczoraj i od razu weszła do mojej prywatnej listy letnich przebojów. Mój roboczy tytuł dla niej to po prostu "Małpy", a naprawdę śpiewa ją Bruno Mars, a tytuł jest wielce wymowny - "Lazy Song" :)

http://youtu.be/fLexgOxsZu0 (niestety muszę podać link, gdyż tego teledysku nie da się tutaj umieścić)

Zanim się pożegnam zaproszę was jeszcze na candy, w których sama biorę udział : u Malgodii, u My Secret Window oraz w u Katarzynki w Zaciszu :) Spróbujcie i wy swojego szczęścia! (Zdjęcia co można w nich wygrać na podanych blogach oraz u mnie na pasku bocznym.)
Pozdrawiam ciepło, a wręcz gorąco!
taia from lavender forge

poniedziałek, 4 lipca 2011

Lustereczko i babeczka

Taki oto komplecik uszyłam na urodziny dla siostry mojego ukochanego. Miało być słodko, i chyba wyszło, chociaż przez te kolory kojarzy mi się ten zestawik z jakimiś zamierzchłymi czasami i rock and rollem :P W każdym razie filcowe etui na lusterko ma za zadanie chronić je przed przypadkowym stłuczeniem, a słodką babeczkę można za ogonek wisienki powiesić np. przy komórce. Jak widać wakacje zagościły w Lawendowej Kuźni :)





Pozdrawiam ciepło, chociaż lipiec zaczął się wręcz mroźno...
taia from lavender forge
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...